piątek, 9 marca 2012

Poseł BIEDROŃ ujawnia SZOKUJĄCĄ prawdę: Jeden ze znanych POSŁÓW BIJE ŻONĘ. Kobieta żyje w strachu


Aż trudno w to uwierzyć, ale wśród polskich parlamentarzystów jest polityk, który czerpie przyjemność ze znęcania się nad własną żoną. Poseł Robert Biedroń z Ruchu Palikota zdradził, że jako działacz jednej z organizacji pozarządowych spotkał żonę znanego posła, która od lat jest ofiarą mężą tyrana. Kobieta została otoczona opieką, ale boi się wyznać prawdę, bo wie, że media natychmiast nagłośnią sprawę.

Wśród posłów VII kadencji Sejmu jest potwór, który pastwi się nad swoją żonę. Biedroń w rozmowie z "Faktem" przyznał, że poseł jest bardzo znany, ale z oczywistych względów nie może ujawnić jego imienia i nazwiska.

Skąd poseł Ruchu Palikota wie o dramacie żony parlamentarzysty? - Udzielam się w kilku organizacjach pozarządowych i ta kobieta zgłosiła się do jednej z nich o pomoc. Jest pod opieką, jednak interwencji policji nigdy w tym domu nie było, bo ta kobieta boi się, że sprawa trafi do mediów. Z tego co wiem, znęca się nad nią do dziś dzień i nic z tym bydlakiem nie da się zrobić – wyznał gazecie poruszony poseł Biedroń.

Tabloid przypomina, że to nie pierwszy przypadek gdy żona polityka stała się ofiarą tyrana. Zofia Ragankiewicz, była modelka i była żona znanego senatora i prawnika, przez lata byłą ofiarą przemocy w rodzinie. W jednym z programów "Dzień Dobry TVN" opowiadała o tym jak pomaga innym bitym kobietom i działa w organizacjach pozarządowych. Ragankiewicz jest ambasadorką portalu ujawnij.pl.
robert_biedron_640x0_rozmiar-niestandardowy.jpg

ILE ZARABIA Tomasz LIS nazywany HOT DOGIEM. Ma kontrakt z TVP na 1,2 MLN zł?

Awantura o nasze miliony z abonamentu! Tomasz Lis (46 l.), zwany od niedawna przez złośliwców "Hot Dogiem", wściekł się na redakcję "Gazety Polskiej", bo ta oszacowała kontrakt jego firmy z TVP na 1,2 miliona złotych miesięcznie. Sam zainteresowany zaprzecza, by zarabiał aż tyle. Ale nie podał konkretnej sumy, którą dostaje od naszej telewizji! W tej sprawie milczy także TVP.

Lisa wyśmiali dziennikarze, a "Hot Dogiem" ochrzcili go internauci, po tym jak niedawno na jego portalu ukazał się sążnisty, żałosny artykuł o parówkach w bułce sprzedawanych na stacjach benzynowych jednej z firm. Wielu sugerowało, że była to obrzydliwa ukryta reklama. Lis się nie przyznał, ale przydomek "Hot Dog" zyskał raczej na dobre...

- Ponad 92 tys. zł brutto dla firmy Tomasza Lisa Deadline Productions. Dodatkowe honorarium tylko dla publicysty - 20 tys. Ponad drugie tyle - koszty producenckie, co w sumie daje blisko 300 tys. zł za odcinek - wylicza "Gazeta Polska".

Jednak Tomasz "Hot Dog" Lis zaprzecza tym informacjom. - (czy program kosztuje milion miesięcznie?)

- Oczywiście, że nie - odpowiedział na swoim portalu Lis. - Ile kosztuje? Wielokrotnie mniej, miesięcznie ponad pięciokrotnie mniej. Nawiasem mówiąc, pieniądze które dostaje na program moja firma, nie są moim wynagrodzeniem. Program generuje koszty, a zatrudnionych jest przy nim kilkanaście osób - twierdzi "Hot Dog". Szczegółów jednak nie podaje. A zdaniem ekspertów powinien.

- Skoro Tomasz Lis wdał się w polemikę, to musi być przygotowany na to, że adwersarz powie: sprawdzam. Samo określenie, że nie jest to prawda, jest niewłaściwe. Skoro Tomasz Lis powiedział "A", to niech powie "B". Czasem milczenie jest złotem - komentuje prof. Wiesław Godzic (59 l.).

ile_zarabia_tomasz_hot_dog_640x0_rozmiar-niestandardowy.jpg

Marek Trzciński: Lubię tańczyć z panią prezydent Hanną Zdanowską

Obyśmy jak najdłużej w ten sposób się bawili - tak senator Platformy Obywatelskiej, Marek Trzciński (52 l.), skomentował nasz materiał, w którym opisaliśmy, jak z nową prezydent Łodzi Hanną Zdanowską (51 l.) tańczył na stole. - To pokazuje, że jesteśmy normalnymi ludźmi - mówi.

Zdanowska i Trzciński bawili się w dyskotece w chińskim Kantonie, gdy brali udział w delegacji na targach przemysłowych. W pewnym momencie weszli na stół, senator rozpiął koszulę. Wybrańcy narodu tańcowali, a któryś ze znajomych robił zdjęcia.

- Wrzuciłem je swego czasu na Naszą Klasę - wspomina senator. - Potem je zdjąłem. A poza tym to nie był stół, tylko taki specjalny podest. Ja byłem w towarzystwie mojej żony, która także świetnie się bawiła. Przecież nie ma nic złego w tym, że miło spędzaliśmy czas. Oby było jak najwięcej takich okazji. Ja zresztą w trakcie imprez sylwestrowych przebieram się za różne śmieszne postaci. Jeżeli będzie nadarzała się jeszcze taka okazja, chętnie z Hanią znów zatańczę - mówi.
td.jpg

Sprawdź nowe ceny biletów MPK - w Łodzi i aglomeracji łódzkiej

Prawdopodobnie już od 1 marca wejdą w życie nowe ceny biletów komunikacji miejskiej w Łodzi. Podczas styczniowej sesji Rady Miejskiej w Łodzi zostały przyjęte nowe stawki za przejazdy łódzkimi tramwajami i autobusami MPK Łódź.

Nowością w Łodzi jest wprowadzenie dwóch stref taryfowych. Pierwszą (strefa miejska) wyznaczać będą granice administracyjne miasta Łodzi. Druga (strefa aglomeracyjna) to teren granic administracyjnych miast aglomeracji łódzkiej, z którymi Łódź podpisała stosowne porozumienia.

Pasażerowie już dziś mogą podróżować do Pabianic, Aleksandrowa Łódzkiego, Rzgowa, Skotnik, Natolina, Lipin, Dobrej, Strykowa, Ludwikowa, Stróży, Byszew, Skoszew, Andrespola czy Brzezin. Wkrótce podróż na łódzkim bilecie będzie możliwa także do Konstantynowa Łódzkiego, Lutomierska, Zgierza czy Ozorkowa. 

Poza tym bilety 10-minutowe i 30-minutowe zastępują nieco droższe bilety 20-minutowe oraz 40-minutowe. Na przestrzeni kolejnych lat cena biletu miesięcznego sieciowego pozostanie bez zmian. Wynosić będzie 80 zł.

Jazda bez biletu, jazda bez ważnego biletu czy jazda bez dokumentu potwierdzającego ulgę będzie nas kosztować 200 złotych.

W przeciągu kolejnych dwóch lat ceny biletów będą sukcesywnie rosnąć. Pozostałe podwyżki wejdą kolejno w 2013 i 2014 roku. Środki ze sprzedaży biletów według nowej taryfy mają przynieść w skali roku dochód w wysokości od 11 do 18 mln złotych.

Bilety liniowe będą obowiązywały na dwie wybrane linie jednak ze wspólnym punktem przesiadkowym na trasie lub pojazdami innych linii, których trasy na danym odcinku ściśle pokrywają się z trasami wybranych linii.
987373.3.jpg

Podwyżki cen biletów MPK w Łodzi. Pierwsze na początku 2012

Prezydent Zdanowska i jej urzędnicy przygotowali projekt uchwały w sprawie podwyżek cen biletów łódzkiego MPK. W ciągu tygodnia projekt uchwały mają zaopiniować związki zawodowe działające w MPK, tak by już 14 grudnia trafił na sesję Rady Miejskiej. Jeżeli radni przyjmą proponowane przez prezydent Zdanowską podwyżki cen biletów MPK, to nowe stawki zaczną obowiązywać już w pierwszych dniach stycznia 2012 r. 

Projekt zakłada, że na początku 2012 roku zlikwidowane zostaną bilety 10-minutowe za 1,70 zł. Zastąpią je 20-minutowe za 2,40. Bilety 30-minutowe zastąpione będą droższymi biletami 40-minutowymi. 

Kolejne podwyżki cen biletów mają być wprowadzone w 2013 i 2014 roku. 20-minutowy bilet normalny najpierw zdrożeje w 2013 r. do 2,60, a od 2014 r. będzie kosztować 2,80 zł. Podobne podwyżki dotyczyłyby biletów 40-minutowych.

Przekopiowanie wpisów ze starego bloga


Antonio Banderas o zabawie przy "Ściganej", przyjaźni z Pedro Almodovarem i kobiecie, z którą stworzył dom, opowiada Barbara Hollender

 Antonio Banderas gra w epizodzie? Gwiazda pana formatu może sobie na to pozwolić?

Antonio Banderas: Oczywiście. Mała rola daje wiele satysfakcji. Człowiek nie niesie na swoich barkach całej odpowiedzialności. Można się zabawić, poeksperymentować. Teraz dziennikarze pytają głównie o zapuszczoną do roli brodę, której szczerze nienawidziła moja żona. Zobacz fotosy z filmu

 Ja wolę zapytać o współpracę ze Stevenem Soderberghiem. Spotkał się pan z nim na planie pierwszy raz.

Poznaliśmy się ponad 20 lat temu, zaraz po moim przyjeździe do Ameryki. Zauroczył mnie „Seksem, kłamstwami i kasetami wideo". Już wtedy umówiliśmy się na wspólny film. Potem dwa razy przysyłał mi scenariusze – „Trafficu" i „Che", ale za każdym razem moje zobowiązania kolidowały z terminem zdjęć. Udało się dopiero przy „Ściganej".

 Jak pan myśli, dlaczego tak ambitny reżyser wchodzi w rozrywkę typu „Ścigana"?

Steven ma niezwykłą umiejętność poruszania się po różnych filmowych gatunkach. I chyba zatęsknił do kina akcji z lat 70. Filmy takie jak „Bullit", na których ja też się wychowałem, były zupełnie inne niż dzisiejsza rozrywka. Współczesne kino akcji opiera się na efektach specjalnych. Byłem niedawno na spotkaniu specjalistów od nowych technologii. Ci ludzie czują się dziś właścicielami fabryki snów. Mówią otwarcie: „Hollywood to my". W „Ściganej" Soderbergh przypomina, że można widzów zabawiać inaczej, zaskakiwać, by do końca nie wiedzieli, kto jest czarnym charakterem. Nie bez powodu też główną bohaterką czyni kobietę. To kolejny sposób na zerwanie z dzisiejszą wizją kina akcji.

 Ta współpraca spełniła pana oczekiwania?

Oczywiście. Soderbergh przypomina Woody'ego Allena, który niemal się do ciebie na planie nie odzywa. Podczas zdjęć do „Poznasz przystojnego bruneta" spytałem Allena: „Czego się po mojej postaci spodziewasz? Nie chcesz porozmawiać?". Odpowiedział: „A o czym mamy gadać, skoro dobrze grasz. Jak coś będzie nie tak, powiem". Ze Stevenem jest podobnie. On w reżyserowaniu jest bardzo precyzyjny, ale jednocześnie wymaga od aktora inwencji.

 W pana zawodowym życiu największym wydarzeniem był chyba jednak ostatnio powrót do Almodovara. Tęsknił pan za nim?

Praca z Pedrem ukształtowała mnie nie tylko jako aktora. Także jako człowieka. Nasze pierwsze filmy publiczność wygwizdywała. Nie była jeszcze na nie gotowa. Picasso namalował „Panny z Avignion" w 1907 roku, a pokazał publicznie dopiero dziewięć lat później. Wiedział, że świat potrzebował czasu, by go docenić. Podobnie jest z Almodovarem. Dziś uchodzi za mistrza, wtedy był buntownikiem wyprzedzającym czas. Myśmy wtedy chcieli burzyć wszystko, co w Hiszpanii kojarzyło się z erą frankistowską, upajaliśmy się wolnością. Paradoksalnie, dlatego właśnie wyjechałem z kraju. Bo Pedro nauczył mnie, by nie uznawać kompromisów i stawiać przed sobą wielkie wyzwania. Dla mnie jednym z takich wyzwań była Ameryka. Na początku nie było łatwo, jednak zacisnąłem zęby i wywalczyłem w niej dobrą pozycję. Ale za Pedrem tęskniłem. „Skóra, w której żyję" stała się spełnieniem marzeń.

 Bo?

Zagrałem na strunach, jakich nawet w sobie nie podejrzewałem. Bohater „Skóry..." to monstrum, ale Pedro nie pozwolił mi udawać potwora. To miał być normalny człowiek, przez to stawał się bardziej groźny. Upewniłem się, że Pedro miał rację, gdy usłyszałem historię Austriaka Josefa Fritzla, który 24 lata więził w piwnicy własną córkę i miał z nią kilkoro dzieci. Jego sąsiedzi mówili: „To był spokojny, miły człowiek. Chodził do kościoła, kochał dzieci, pierwszy mówił dzień dobry". Tak właśnie potraktowaliśmy bohatera. Miałem zresztą wrażenie, że kręcąc ten film, Almodovar myślał chwilami o sobie. Bo reżyser też czasem jest potworem, który idąc za swoimi wizjami, staje się bezwzględny i bez skrupułów wykorzystuje swoich współpracowników.